Strona Nandiego

foto + graf + blog

Poniedziałek, 20 listopada 2017 roku. Imieniny: Edyta, Edmund, Anatol



Antypolska hucpa

Przepraszam Żydów za Polaków, którzy ich ratowali - czyli: "Unsere Mütter, unsere Väter" i kolejna odsłona walki z "polskim antysemityzmem"

Czerwiec 21, 2013

W istocie nie o walkę z "polskim antysemityzmem"5 tu chodzi. Zacznijmy jednak od początku. Serial 'Unsere Mütter, unsere Väter' został wyemitowany w trybie "uderzeniowym" przez TVP1, w ciągu kilku kolejnych dni, aby zmaksymalizować widownię. Następnie zaoferowano polskiemu motłochowi dyskusję, w której "polskich" racji bronił ... Szewach Weiss. Dlaczego akurat panu Weissowi wyznaczono rolę "sprawiedliwego wśród Żydów świata"? Po to, by polski motłoch zobaczył, że oto Żyd jest po jego stronie w konflikcie z Niemcami fałszującymi historię. Ale jak się za chwilę okaże nawet to niemieckie fałszowanie historii jest ... żydowskie.

Przed jakiego rodzaju atakiem "broni" polskiego honoru pan Weiss? Serial ZDF ma być w przekonaniu prowadzącego "debatę" pana Kraśki (nota bene - rodaka pana Weissa) z TVP "kontrowersyjny" dla Polaków, ponieważ portretuje on ich jako "krwiożerczych antysemitów", zaś Niemców, jako rozdartych pomiędzy antysemityzmem a humanizmem. Dla tych, którzy nie widzieli serialu, oraz dla porządku przypomnę, czego o Polakach możemy się dowiedzieć z produkcji ZDF:

Taki obraz Polaków w filmie mógłby się wydać przypadkowym lapsusem, gdyby nie to, że film ZDF był konsultowany naukowo z "jednym z najbardziej szanowanych" w Niemczech historyków, profesorem Juliusem H. Schoepsem.

 

Mamy więc plugawe i zamierzone oszczerstwo, wypichcone przez Niemców? Bynajmniej. Pan profesor Schoeps w wywiadzie udzielonym TVP1, a emitowanym podczas "poserialowej" dyskusji 19.VI.2013 kilkakrotnie podkreślił, że jest ... Żydem (19m 20s debaty, chętny może obejrzeć debatę w tym miejscu, wywiad od 15-tej do 20-tej minuty). Jednocześnie podtrzymał swoje tezy odnośnie polskiego antysemityzmu, który jego zdaniem został zaprezentowany w filmie w sposób zgodny z rzeczywistością. Gdyby w filmie zaprezentowano oddział NSZ-ZJ (niescalona z AK część NSZ), można by uznać, że takie postawy w oddziale mogły występować. Mielibyśmy do czynienia z manipulacją polegającą na przypisaniu siłom zbrojnym polskiego państwa podziemnego czynów i postaw marginalnych ugrupowań. Niemieckojęzyczny Żyd Schoeps zdecydował się jednak nie na w miarę subtelną manipulację, lecz na skrajnie bezczelne (hutzpach) kłamstwo. AK narażając (wbrew polskiemu interesowi narodowemu, który w czasie wojny polegał na oszczędzaniu polskiej krwi) życie wielu tysięcy Polaków zajmowała się ratowaniem Żydów poprzez działania "Żegoty". Dodatkowo AK musiała walczyć żydowskimi renegatami - szmalcownikami i agenturą gestapo (Leszno 13 i "Żagiew" - Żydzi jako zdrajcy, mordercy i szmalcownicy (»), patrz również Żydzi na usługach Hitlera: żydowscy agenci Gestapo (») i Jak Żydzi zdradzili Żydów: "Niewiniątka" z Judenratów (»)). Dlatego zaprezentowanie AK jako bandy antysemitów jest ze strony Żydów konsultujących "naukowo" niemiecki serial czynem wyjątkowo podłym i bezczelnym. Nie wziął się jednak ten czyn profesora Juliusa H. Schoepsa znikąd. Polacy zwykle niewiele wiedzą o żydowskim antypolonizmie. Jego korzenie sięgają wiele bardzo głęboko w przeszłość, ale najbardziej kuriozalne mogą się wydawać tuż po II Wojnie ¦wiatowej. Tymczasem w liście do Jerzego Borejszy z października 1947 r. Żyd Ludwik Hirszfeld pisał: "nacjonaliści żydowscy nienawidzą Polaków więcej niż Niemców, i że świadomie idą w kierunku proniemieckim, tak jak zresztą to przewidziałem w mojej książce (...) nie podkreślam tych spraw publicznie (...) by Żydom nie szkodzić i nie pogłębiać przepaści, którą kopie nacjonalizm żydowski pomiędzy Żydami i Polakami" (źródło: B. Fijałkowska: "Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce", Olsztyn 1995, s. 139). Można się tylko zastanawiać, na ile żydowski antypolonizm wpłynął na działalność żydowskich "oddziałów partyzanckich", rabujących i wyrzynających polskie wsie podczas II Wojny swiatowej (odsyłam do tekstu Zbrodnie żydowskich "partyzantów" na polskiej ludności - Koniuchy i Naliboki (»)). Żydowscy bandyci i mordercy, grasujący po wsiach i lasach obok żydowskiej agentury na usługach Gestapo mogli być przyczyną, dla której postawa polskiej ludności wiejskiej w wielu rejonach Polski mogła być dalece nieprzychylna wobec Żydów. Tyle, że w niemieckim serialu nie dowiadujemy się ani o Judenratach, "Żagwi" ani o wyczynach braci Bielskich i Zorina .

Fałszywi przyjaciele, czyli tresowanie polskich gojów

Dyskusja, która odbyła się w TVP1 19.VI.2013 po zakończeniu emisji dostarczyła polskiemu motłochowi dość ciekawych informacji. Oto polski motłoch mógł się dowiedzieć od pana Weissa (bez reakcji ze strony innych uczestników dyskusji, w szczególności - prof. Tomasza Szaroty z Instytutu Historii Polskiej Polskiej Akademii Nauk), że antysemicki to on był, wprawdzie nie aż tak, jak Niemcy, ale przecież mordował w Jedwabnem (jeśli ktoś nie wie , kto mordował w Jedwabnem, odsyłam do wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z Polaków skazanych za rzekome mordowanie Żydów w Jedwabnem (») (link (»)) oraz tekstów "Prawda o "pogromie" w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie Polacy" (») oraz "Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny" (»)). Pan Szewach Weiss przypomniał również Polakom o rzekomym pogromie w Kielcach (») (patrz też "Dwa pogromy - jedno kłamstwo" (»)), w rzeczywistości prowokacji Żydów z UB i NKWD, mającej na celu zwiększenie strumienia emigracji żydowskiej do powstającego państwa Izrael) i marcu'68 (czyli operacji przeprowadzonej przez polskojęzyczną bezpiekę, a mającej kilka celów - m. in. wysyłkę do Izraela oficerów LWP - Żydów, w związku z "wojną na wyniszczenie" prowadzoną z państwami arabskimi, dodatkowo - był to swoisty "drenaż mózgów").

Kłamliwy niemiecki serial wykorzystano sprytnie do szczepienia Polakom poczucia winy za niepopełnione zbrodnie. Wyimaginowany pogrom w Jedwabnem stał się w polskojęzycznych mediach bezdyskusyjnym faktem (powielanym nawet przez takich "judeosceptyków" jak prof. K. Jasiewicz2). Pozorna obrona polskich interesów i polskiego dobrego imienia stała się kolejną odsłoną prania Polakom mózgów, w ostatnich latach coraz bardziej natarczywego i bezczelnego. "Praczki", z pełną pogardą dla faktów, korzystają z technik tak "wyrafinowanych" jak np. "Pokłosie" (omówione odrębnie w tekście ""Pokłosie" Pasikowskiego jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach" (»)). W kwestii powracającego jak bumerang Jedwabnego mamy do czynienia z permanentnym, skoordynowanym programem pacyfikowania Polaków przy użyciu psychotechniki i socjotechniki wypracowanej przez "przemysł Holocaustu"3- "pedagogiki winy"/ "pedagogiki wstydu". Ten program jest silnie wspierany w internecie działaniami hasbary (») - ogólnoświatowej scentralizowanej organizacji żydowskich aktywistów propagandowych . Ogólnie - każda forma hasbarskich bajek (także tych rozpowszechnianych przez prof. Jasiewicza2) zawiera element agresji Polaków. Aby ułatwić przyznanie się przez Polaków do tej niemieckiej zbrodni raz wykorzystywana jest metoda "na szumowiny" (czyli daje się Polakom furtkę pozwalającą na zdystansowanie się od sprawców, a jednocześnie ułatwia akceptację tej zmyślonej wersji - to wariant dla "wykształciuchów" - zaspokaja się ich potrzebę "etycznej wyższości" nad "polskim marginesem z Jedwabnego"), raz - na "słuszny odwet" (to wariant dla Polaków znających (także za sprawą publikacji prof. Jasiewicza4) wyczyny Żydów po 17.IX.1939, Polaków niechętnych Żydom, ale nie znających prawdy o Jedwabnem (») - ten wariant hasbary bazuje na uzasadnionej niechęci do Żydów, by Polacy kierowani tymi emocjami sami chętnie podpisali się pod niemiecką zbrodnią!). Polacy łatwo dają się nabrać, bo nie wiedzą, co się faktycznie wydarzyło w Jedwabnem 10.VII.1941 (»).

Jakie było główne przesłanie dyskusji, to które polski motłoch miał sobie przyswoić? Takie, że "antysemityzm (»)"5 jest paskudny i należy się go wstydzić. Nawet wtedy, kiedy przypisywane Polakom przejawy "antysemityzmu" są groteskowymi wymysłami bądź bezczelnymi kłamstwami, włączając te, które w usta (i filmy) Niemców wkładają sami Żydzi. Polski motłoch, w ramach obowiązujących wzorców, ma licytować się między sobą na anty-antysemityzm, ma kajać się za jakikolwiek przejaw braku miłości do "narodu wybranego" i niedostateczny entuzjazm w zakresie ratowania Żydów i kładzenia głowy pod niemiecki topór za to ratowanie (a że polskie głowy toczyły się często i hurtowo można zobaczyć choćby w filmie Krzysztofa Wojciechowskiego "Spalone wsie za Żydów" (») [cz. 1/2]). Bydło goim ma być posłuszne rasie panów i ma obowiązek poświęcać swoje nic nie warte życie kiedy tylko zajdzie konieczność ratowania Żydów. O tym, że rabini przez tysiące lat nauczali Żydów (i nauczają do dziś), że nie wolno im ratować gojów, polski motłoch nie dowie się z TVP. Odsyłam do książki Izraela Szahaka "Żydowskie dzieje i religia", na zachętę przytocze fragment rozdziału "Ratowanie życia": Sam Talmud (15) wyraża to w maksymie "gojów nie należy wyciągać [ze studni] ani [do niej] wrzucać". Majmonides tak to objaśnia(16):
"Jeśli chodzi o gojów, z którymi nie jesteśmy w stanie wojny... nie wolno powodować ich śmierci, lecz równocześnie zabronione jest ich ratowanie wówczas, gdy w jakiś sposób zagrożone jest ich życie.(...)
6

Strategia Polaków wobec żydowskich praktyk propagandowych

Opisany powyżej incydent wraz z jego reżyserowaną medialną otoczką są tylko przejawami pewnego procesu. Procesu nie tyle niszczenia polskiej świadomości historycznej bądź opluwania polskiego narodu, co raczej profilaktycznego dyskredytowania pewnych kierunków myślenia politycznego. "Antysemityzmem"5 jest wszystko, co niedogodne politycznie (historycznie / ekonomicznie) dla Żydów. W szczególności - jakikolwiek przejaw odróżniania Polaków od Żydów - i uznawania, że w Polsce Polacy mają mieć większe prawa niż Żydzi, ze względu na to, że Żydzi są w państwie polskim mniejszością, na dodatek - posiadającą własne państwo, o interesach częstokroć skonfliktowanych z interesami narodu polskiego (choćby w zakresie suwerenności politycznej narodu polskiego w jego własnym kraju, przejawiającej się ograniczeniem reprezentacji niepolaków we władzach stosownie do struktury etnicznej państwa polskiego). Mniejszością, która setki razy dowiodła swojej nielojalności wobec narodu polskiego i jego państwa. Pedagogika wstydu, której elementem jest transmisja "Unsere Mütter, unsere Väter" w TVP1 w najlepszym czasie antenowym jest tu tylko ilustracją perfidii. Oto mamy się oburzać na oszczerstwa pod adresem AK, mamy oburzać się na dość obelżywe (szczególnie w kontekście dokumentu "Spalone wsie za Żydów" (»)) sportretowanie polskiej wsi - i jednocześnie mamy się odżegnywać od jakiejkolwiek niechęci wobec Żydów. Dajemy z siebie robić durniów, bo akurat w przypadku Polaków niechęć wobec Żydów jest doskonale uzasadniona - nie tylko ich dywersją polityczną, gospodarczą i demograficzną, prowadzoną od 1989r, nie tylko żydostalinizmem, ale i stuleciami żydowskich intryg wymierzonych w naród polski. Żydzi od stuleci chcieli doprowadzić do przekształcenia ziem polskich w państwo polsko-żydowskie, którego elitą intelektualną i polityczną będzie "naród wybrany"7. Niebywała ekspansja demograficzna Żydów na ziemiach polskich (») łączyła się z akumulowaniem przez Żydów majątku - bądź za pomocą lichwy, bądź za pomocą intryg politycznych. Pora Polakom zacząć przypominać o żydowskich prowokacjach, które doprowadziły do wybuchu antypolskich politycznie i ekonomicznie powstań - Powstania Listopadowego (») (patrz również S. Didier, Powstanie Listopadowe a Żydzi (»)) i Powstania Styczniowego (») (patrz również "Zagadka L. Kronnenberga" (») i "Żydzi a Powstanie Styczniowe ..." (»)). Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi bardzo intensywnie kolaborowali z każdym wrogiem Polski - od Prus, Rosji i Austrii zaczynając, a na Związku Radzieckim (nie zapominajmy i o ... Trzeciej Rzeszy) kończąc. Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi byli przeciwni odrodzeniu państwa polskiego w 1918 roku (»). Ktoś, kto domaga się od Polaków wyrzeczenia się przez nich idei samostanowienia i prymatu politycznego w Polsce, ktoś, kto chce tworzyć w Polsce społeczeństwo "obywateli" równych w prawach politycznych bez względu na pochodzenie etniczne (oraz wynikające stąd zobowiązania wobec obcych Polakom państw i narodów) każe Polakom złożyć bezwarunkowo ostatnią broń przed obcą supremacją w Polsce - "ksenofobię" (»). Każe Polakom zapomnieć o wiekach doświadczeń nabytych wskutek goszczenia podstępnego i zawziętego wroga na własnych ziemiach. Każe Polakom przestać marzyć o byciu narodem i gospodarzem. Każe Polakom stać się - z właścicieli państwa i suwerenów na własnej ziemi - szybko wynaradawiającą się ciemną masą, której ziemie są planowo kolonizowane przez różne mniejszości etniczne w ramach przebudowy ich kraju z państwa narodowego w tygiel etniczny wzorowany na Stanach Zjednoczonych (») (patrz też Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach (»)).

Aby z takim przeciwnikiem walczyć należy przestać pozwalać mu na narzucanie reguł gry. Gra według jego reguł kończy się nieodmiennie skamleniem, że "nie jesteśmy antysemitami" i "ratowaliśmy Żydów lepiej niż inni goje, byliśmy dobrymi niewolnikami, za cóż więc Raso Panów nas tak opluwasz?". Aby wyzwolić się spod dyktatu należy zacząć być świadomym i asertywnym Polakiem (stąd "niepoprawny politycznie" tytuł niniejszego tekstu). Należy odpowiadać Żydom, że polski "antysemityzm" był od zawsze wyłącznie obroną narodu zaatakowanego demograficznie (»), ekonomicznie i politycznie na ziemiach praojców przez podstępnych, zdradzieckich i agresywnych przybłędów. Należy odpowiadać Żydom, że ze strony Polaków spotkało ich zupełnie niezasłużenie o wiele za dużo dobrego i że każdy, kto odczuwa dziś do Żydów niechęć, ma po temu bardzo solidne podstawy, wynikające z wielowiekowej historii stosunków polsko-żydowskich. Żydzi swoją "anty-antysemicką" kampanią propagandową usiłują prewencyjnie dyskredytować najbardziej wartościowych Polaków, Polaków posiadających niezafałszowaną wiedzę historyczną - i świadomych roli Żydów w polskich dziejach. Wrogowie narodu polskiego bazują przy tym na ignorancji mas, którą zagwarantowali sobie, od wielu dziesięcioleci kontrolując zarówno programy nauczania historii w polskich szkołach, jak i - kontrolując większość mediów i rynku wydawniczego w Polsce. Przebudzenie narodowe Polaków w końcu musi nastąpić (w przeciwnym razie znikniemy z powierzchni Ziemi jako naród - zarówno demograficznie, jak i politycznie - co bardzo wyraźnie zarysowuje się, jeśli spojrzeć na trendy demograficzne w Polsce (») i skutki członkostwa w Unii Europejskiej dla polskiej suwerenności politycznej oraz gospodarczej (»)). Zwycięstwo w tej wojnie propagandowej, uświadomienie i przebudzenie polskich mas wymaga tytanicznej pracy garstki przebudzonych i świadomych Polaków. Pora przestać zadowalać się przeczytaniem ważnego tekstu. Należy zacząć ten tekst propagować wśród znajomych - i wśród nieznajomych, jak Internet długi i szeroki.

___________________________

1 Hucpa (chutzpah) - skrajna bezczelność, zwykle bezczelne kłamstwo / pomówienie.

2 Z haniebnej wypowiedzi prof. K. Jasiewicza dla pisma "Focus":

Bo ja głęboko jestem przekonany, ze za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdobycia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939 -1941 na terenie łomżyńskiego i we wszystkich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszkali) - stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, ze jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.

źródło: Wywiad z prof K. Jasiewiczem, "Żydzi byli sami sobie winni?", Focus Historia Ekstra 2/2013, s. 34 .
Profesor po wywiadzie dla "Focus-a" stracił pracę w PAN, ale nie ze względu na podłe oszczerstwo, które rzucił pod adresem ofiar żydoubecji, wrobionych w niemiecki mord na jedwabneńskich Żydach. Ponownie odsyłam do tekstu "Prawda o "pogromie" w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie - Polacy" (») i wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z rzekomych sprawców fikcyjnego pogromu Żydów w Jedwabnem (»), skazanym na 15 lat więzienia na podstawie wymuszonych torturami UB zeznań.

3 patrz Norman Finkelstein, The holocaust industry" (»)

4 patrz Krzysztof Jasiewicz, Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów, wyd. Rytm, 2009

5 "antysemityzm" - czytaj: niedostatecznie żywiołowa miłość do Żydów połączona ze zbyt niedaleko posuniętym podeptaniem interesów politycznych i gospodarczych własnego narodu (zobacz również Z jakim "antysemityzmem" i dlaczego wojuje Jarosław Kaczyński razem z PiSem i "kwiatem" "prawicowych" publicystów? (»))

6Izrael Szahak, "Żydowskie dzieje i religia", Fijorr Publishing Warszawa-Chicago 1997

7Leszek Szcześniak, "Judeopolonia - żydowskie państwo w państwie polskim", Polwen, 2001

żródło: http://palmereldritch1984.wordpress.com/2013/06/21/przepraszam-zydow-za-polakow-ktorzy-ich-ratowali-czyli-unsere-mutter-unsere-vater-i-kolejna-odslona-walki-z-polskim-antysemityzmem/



Każdy ma prawo do wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów bez ingerencji oraz do poszukiwania, otrzymywania i przekazywania informacji i idei wszelkimi środkami, bez względu na granice.
- Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ

Odwołanie Krzysztofa Jasiewicza

W maju 2013 z funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w ISP PAN został odwołany twórca tego zakładu, prof. Krzysztof Jasiewicz. Bezpośrednim powodem odwołania był wywiad udzielony przez profesora miesięcznikowi "Focus Historia ekstra" na temat losów i postaw Żydów podczas II wojny świat. Przypomnijmy: Pytany przez "Do rzeczy" /nr 18/2013/ “Dlaczego udzielił pan tego nieszczęsnego wywiadu "Focusowi"?", K.Jasiewicz odpowiada: "Postanowiłem mówić o Żydach dokładnie takim samym językiem, jakim żydowscy historycy mówią o Polakach. (...) Traktuje się nas arogancko, oskarża o najstraszniejsze grzechy. Wmawia się nam, że nie tylko nie wolno nam protestować, ale jeszcze mamy za to dziękować i bić się w piersi. Nie zrobiłem więc niczego, czego Żydzi nie robiliby wobec nas" . Zapytany o kontrowersyjny tytuł artykułu, naukowiec oświadczył: "... tytuł ["Żydzi byli sami sobie winni"] nadał magazyn "Focus Historia". Przypuszczam, że dziennikarz przeprowadzający wywiad - Jerzy Diatłowicki." 10 czerwca, 2013 r. 93 historyków skierowało list otwarty do prezesa PAN, prof. Michała Kleibera i opinii publicznej w związku z prześladowaniem prof. Krzysztofa Jasiewicza za udzielenie wywiadu prasowego. Pojawia się tam znamienny fragment: "Prześladowanie prof. Jasiewicza przywołuje pamięć o najczarniejszych praktykach terroru komunistycznego skierowanych przeciwko wolności nauki". red.

List dr Ewy Kurek do redakcji "Warszawskiej Gazety":

Szanowny Panie Redaktorze,

Zainspirowana artykułem w poprzednim numerze ["Warszawskiej Gazety" - przyp. red] o prof. Krzysztofie Jasiewiczu, czuję się w obowiązku zabrać głos w sprawie jego wypowiedzi. Jestem historykiem i od trzydziestu lat zajmuję się badaniem stosunków polsko-żydowskich (dwie moje książki zostały przetłumaczone i wydane w USA). Jeśli Pańska gazeta może, proszę wydrukować przesłany tekst. Oparty wyłącznie na źródłach żydowskich, potwierdza tezy prof. K. Jasiewicza, którego znam osobiście i któremu należy się wsparcie ze strony historyków.

Łączę wyrazy szacunku. Ewa Kurek.

 

GŁOS ZAMORDOWANYCH ŻYDÓW

wokół wywiadu prof. Krzysztofa Jasiewicza

Jeśli mamy wątpliwości, czy teza głoszona przez historyka znajduje uzasadnienie w faktach i zdarzeniach z przeszłości, jedyną drogą ustalenia prawdy historycznej jest sięgnięcie do źródeł historycznych epoki, o której historyk mówi lub pisze. W wywiadzie udzielonym niemieckiej gazecie prof. Krzysztof Jasiewicz powiedział, że holocaust: nie byłby możliwy bez aktywnego udziału Żydów w mordowaniu swojego narodu. Skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, "co się działo na obrzeżach zagłady", lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu. W opracowaniach dotyczących zagłady Żydów bardzo rzadko poruszana jest kwestia kolaboracji Żydów z Niemcami. Nie znaczy to oczywiście, że problem współpracy europejskich Żydów z Niemcami przy zagładzie żydowskiego narodu nie był Żydom znany i osądzany we własnym środowisku. Jak pisze Joanna Szczęsna, w Izraelu przez dziesięciolecia: Powszechnie uważano, że ofiarą ludobójstwa padli najlepsi synowie żydowskiego narodu. Historyk i publicystka izraelska Idith Zertal, [...] przypomniała słowa Ben Guriona z 1949 r.: "Tym, którzy ocaleli, gdyby nie byli tym, kim byli: złymi, brutalnymi egoistami, na pewno by się to nie udało. To, co przeżyli, wyrwało z ich duszy wszystko, co najlepsze". [1a] Inny żydowski historyk, Michael C. Steinlauf o polskich Żydach, którzy w latach 1939-1942 zarządzali gettami, napisał, że: Byli w większości przypadków skłonni do częściowej współpracy z agresorem. [2a] Naoczny świadek zagłady warszawskich Żydów, zamordowany przez Niemców kronikarz getta warszawskiego Emanuel Ringelblum, relacjonuje zaś: Kiedy akcja przesiedleńcza wybuchła w Warszawie w lipcu 1942 roku i żydowska Ordnungsdienst [policja] przejęła kierownictwo akcją, tow. [Szachno Efroim] Sagan nie posiadał się z oburzenia. Uważał, że Gmina Żydowska powinna była, mimo gróźb niemieckich, odmówić jej wykonania. Lepiej by było, gdyby Niemcy sami to zrobili.[...] Tow. Sagan przyszedł do Judenratu i złożył protest przeciw ich haniebnemu postępowaniu, przeciwko temu, że wzieli na siebie rolę kata i pomagiera morderców z SS. [...] Szachno Sagan nie mógł biernie przyglądać się, jak żydowscy Ordnungsmänner [policjanci] łapią dzieci na ulicach i ładują je do wozów ciężarowych na Umschlagplatz. Nie mógł znieść widoku żydowskich kobiet ciągniętych za włosy przez żydowskich łapaczy z Ordnungsdienstu. Pewnego razu na widok takiej brutalnej sceny zainterweniował. Rozjuszeni tym "chłopcy" [żydowscy policjanci] chcieli go załadować do wozu i odtransportować na Umschlagplatz. Znalazł się jednak wśród nich taki, co go poznał i uwolnił. [3a] Ponadto amerykański historyk Bryan Mark Rigg ustalił, że: W Wehrmachcie mogło służyć co najmniej 150 tysięcy mischlingów [ludzi pochodzenia żydowskiego - uwaga E.K.]. Istnieją również dowody, że niejeden z nich był oficerem wysokiej rangi, a niektórzy doszli nawet do szarż generalskich czy admiralskich galonów. [4a] Pewne wzorce zachowań społeczności żydowskich wobec hitlerowskich Niemiec datują się jeszcze z okresu przed wybuchem drugiej wojny światowej. Dla przykładu, jak pisze żydowska profesor Hannah Arendt, dr Joseph Löwenherz już w roku 1938: Zdołał przekształcić całą wiedeńską gminę żydowską w instytucję będącą na usługach władz nazistowskich. Był także jednym z bardzo niewielu działaczy tego rodzaju, który za swe usługi otrzymał nagrodę: pozwolono mu zostać w Wiedniu aż do końca wojny, kiedy to wyemigrował do Anglii, stamtąd zaś do Stanów Zjednoczonych. [5a] Z punktu widzenia rozwiązań technicznych, proces ludobójstwa względem polskich Żydów składał się co najmniej z siedmiu etapów:

Aby zrozumieć rolę, jaką w dokonanej w Polsce zagładzie Żydów odegrali żydowscy funkcjonariusze (administracja gett, żydowska policja i inni), należy prześledzić, co żydowskie źródła epoki mówią na temat wszystkich wyżej wymienionych kolejnych etapów zbrodni ludobójstwa dokonanej na Żydach: [...] 1. Eksterminacja pośrednia: zgromadzenie rozproszonych po niewielkich miasteczkach i osadach Żydów polskich w gettach żydowskich zlokalizowanych w większych skupiskach miejskich. Pierwszym i najważniejszym etapem niemieckiego planu zagłady Żydów było przeprowadzenie wśród nich swego rodzaju spisu powszechnego i skupienie rozproszonej ludności żydowskiej w żydowskich dzielnicach zlokalizowanych w większych ośrodkach miejskich. Wykonanie tego planu stanowiło dla Niemców warunek niezbędny do eksploatacji żydowskiej siły roboczej i żydowskiego majątku oraz przygotowania zaplecza technicznego do wykonania planowanej zbrodni ludobójstwa (lokalizacja obozów śmierci, transport itp.). Jak dowodzą żydowskie źródła, plan koncentracji ludności żydowskiej w dużych ośrodkach miejskich wykonała żydowska policja i żydowska administracja. Emanuel Ringelblum pisze: Przesiedlenie 150.000 Żydów z Sosnowca, Będzina, Katowic, Cieszyna (1200 osób), Zawiercia. Projekt narodził się z tego, że [żydowska organizacja] "Joint", który pomagał Żydom z okolicznych miasteczek, zaproponował, że podejmie się przeprowadzenia przesiedlenia. [...] Jeśli się to nie uda, to [Mojżesz Maryn, przewodniczący Starszeństwa Żydów w Sosnowcu - E.K.]zorganizuje przesiedlenie. [W czasie rejestracji Żydów, skupieni w Judenratach Żydzi:] ...zrobili wszystko, czego zażądały Galeje[Niemcy] choć nie zawsze było to w interesie Żydów. [...] Opowiadają, że mord w Otwocku był rezultatem interwencji Judenratu, który nie mógł sobie poradzić z Żydami wyznaczonymi do obozów pracy; nie chcieli się tam udać. Sprowadzono esesmanów, żeby stłumili bunt przeciwko Judenratowi. Tak mówią w Otwocku. [1] Podobnie wyglądało wykonywanie niemieckich rozporządzeń w getcie w Łodzi. W "Kronice getta łódzkiego" pod datą 3 grudnia 1941 roku czytamy: Spis mieszkańców kolektywów. W dniu dzisiejszym przeprowadzony został spis wszystkich mieszkańców. [...] Ta sama kronika, m.in. pod datą 6 grudnia 1941 roku, opisuje przeprowadzane przez Żydów łapanki Żydów: "Łapanie" rozpoczęło się punktualnie o godz. 17. W akcji tej brali udział funkcjonariusze [żydowskiej] Służby Porządkowej i [żydowskiego] Centralnego Więzienia. Złapanych koncentrowano na dziedzińcach rewirów. Nie obeszło się bez licznych wypadków pobicia i szeregu przykrych incydentów. [2]

2. Utrzymywanie Żydów w przekonaniu, że wysiedlenie związane jest z pracą na wyznaczonych przez Niemców terenach na Wschodzie. Ten rzadko przez historyków zauważany etap ludobójstwa dokonanego na polskich Żydach polegał na dezinformowaniu ich co do celu masowych wywózek i odegrał bodaj najważniejszą rolę w utrzymaniu wśród ludności żydowskiej postawy bierności, która była warunkiem koniecznym sprawnej realizacji planowanej zbrodni. O roli, jaką w tym etapie zagłady odegrali funkcjonariusze żydowscy stanowiący władzę w żydowskich gettach oraz Żydzi, jawni i tajni współpracownicy Niemców, czytamy niemal we wszystkich najbardziej wiarygodnych żydowskich źródłach historycznych. W kronikarskich zapiskach sporządzonych w getcie łódzkim czytamy, iż w styczniu 1942 roku przewodniczący łódzkiego Judenratu, prezes Rumkowski, doskonale wiedząc, ze posyła swych braci na pewną śmierć, mówił:Obecnie, wysiedlamy z getta 10.000 osób. [...] Los wygnańców nie będzie wcale tak tragiczny, jak powszechnie w getcie przewidywano. Nie będą za drutami, a w udziale przypadną im roboty rolne. Na marginesie akcji wysiedleńczej rozwielmożniła się hydra plotkarska. Muszę w jak najostrzejszych słowach potępić mącenie spokoju publicznego. [3] W Warszawie, w dniu 24 lipca 1942 roku, gdy od dwóch dni trwała akcja wywożenia Żydów do komór gazowych Treblinki, funkcjonariusze Gminy Żydowskiej - doskonale zorientowani, dokąd zmierzają wyładowane ludnością żydowską wagony - w celu uśpienia czujności mieszkańców dzielnicy żydowskiej i zapobieżenia ewentualnemu buntowi, wydali oficjalny dokument, w którym napisali m.in., że: Przesiedlenie ludności, która nie jest produktywna w dzielnicy żydowskiej w Warszawie następuje rzeczywiście na tereny wschodnie. [4] Oceniając postawę żydowskich urzędników, Emanuel Ringelblum zapisał: Haniebny dokument Gminy. O pogłoskach w sprawie wysiedlenia na wschód. [Żydowski] Urząd Pracy wie, że na śmierć. [...] Kłamstwa w sprawie wschodu. Rzekome listy z Pińska, Brześcia i innych miast. ¦wiadomie szerzyli takie pogłoski od razu po rozpoczęciu akcji, żeby wprowadzić zamieszanie. Nikt tych listów nie widział. Kto rozpowszechniał te pogłoski? - żydowscy agenci Gestapo. Takie same pogłoski w miastach na prowincji. [5]

3. Schwytanie mieszkańców gett przeznaczonych do uśmiercenia i doprowadzenie ich na plac przeładunkowy, tj. do miejsc, skąd odchodziły pociągi do obozów zagłady. Deportacja Żydów do obozów zagłady przebiegała niemal identycznie we wszystkich żydowskich gettach okupowanej Polski. Władysław Szpilman wspomina: [W lipcu] rozpoczęło się najgorsze. [...] Otaczano domy jak popadło, raz w tej, raz w innej części getta. Jednym gwizdkiem spędzano mieszkańców na podwórze i ładowano wszystkich bez wyjątku, niezależnie od płci i wieku, począwszy od niemowląt, a skończywszy na starcach, na furmanki i transportowano ich na Umschlagplatz. Tam upychano ofiary do wagonów i wysyłano w nieznane. W tych pierwszych dniach akcję przeprowadzała wyłącznie policja żydowska z trzema siepaczami na czele: pułkownikiem Szeryńskim oraz kapitanami Lejkinem i Ehrlichem. Byli oni nie mniej groźni i bezlitośni niż Niemcy, a może nawet bardziej jeszcze nikczemni niż oni: gdy znajdowali ludzi, którzy zamiast zejść na dziedziniec gdzieś się ukryli, dawali się łatwo przekupić, ale tylko pieniędzmi. Łzy, błaganie, a nawet rozpaczliwe krzyki dzieci nie mogły ich poruszyć. [6] Kronikarze getta łódzkiego, w ukazującym się na terenie getta w Łodzi żydowskim "Biuletynie", pod datą 7 maja 1942 roku dość dokładnie opisali sposób, w jaki Żydzi wysyłali swych braci na śmierć : 4-ty dzień wysiedleń. Dziś opuścił getto transport wygnańców z Hamburga i Dusseldorfu. [...] Doprowadzenie transportów odbywa się w sposób następujący. W godzinach popołudniowych wysiedleni udają się do Centralnego Więzienia względnie do otoczonych drutem domków przy ul. Szklanej. Tu pozostają przez noc, a następnego dnia w południe, ustawiani partiami są konwojowani do obozu na Marysinie. [...] O godz. 4 nad ranem specjalne oddziały wyspecjalizowanej już w wykonywaniu tak ciężkich obowiązków [żydowskiej] Służby Porządkowej transportują wysiedlonych tramwajami na dworzec bocznicy radogoskiej. Na pół godziny przed odjazdem pociągu - co następuje punktualnie o 7-mej - przybywają samochodem funkcjonariusze policji tajnej [Niemcy] w asyście zwykłych policjantów. Do tego momentu wyjeżdżający zostają przez [żydowską] Służbę Porządkową ustawieni w 10-osobowych grupkach przed drzwiczkami przedziałów w odległości 2 metrów od wagonów. Pod okiem policji następuje zajmowanie miejsc. [...] Pociąg powraca tegoż dnia o godz. 20. [7] Jest w filmie Romana Polańskiego "Pianista" scena, w której Władysław Szpilman w szpalerze umundurowanych mężczyzn idzie wraz z rodziną do wagonu. Jest to ostatnia droga warszawskich Żydów. Wagony pojadą do Treblinki. Nie zorientowany widz nie zauważa z reguły, że mundury stojących przy wagonach mężczyzn nie są niemieckie, lecz żydowskie. [8] Obraz przekazany przez pianistę Władysława Szpilmana uzupełniają zapiski kronikarza getta warszawskiego, Emanuela Ringelbluma, który tak oto opisuje rolę Żydów w likwidacji największego skupiska Żydów w Europie, czyli w rozpoczętej w dniu 22 lipca 1942 roku masowej wywózce warszawskich Żydów do obozu zagłady w Treblince: Umschlagplatz [plac przeładunkowy]. Szmerling [Żyd, komendant Umschlagplatz-u - E.K.] - oprawca z biczem. Zbrodniczy olbrzym Szmerling z pejczem w ręku. Pozyskał łaskę [Niemców]. Wierny wykonawca ich zarządzeń. [...] Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów policji żydowskiej była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach kobiety i dzieci, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź. [...] Policja żydowska wykonywała z największą gorliwością zarządzenia niemieckie w sprawie wysiedlenia. [...] Na twarzach policjantów prowadzących tę akcję nie znać było smutku i bólu z powodu tej ohydnej roboty. Odwrotnie, widziało się ich zadowolonych, wesołych, obżartych, objuczonych łupami, zrabowanymi wespół z Ukraińcami. Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców i Łotyszów. Niejedna kryjówka została "nakryta" przez policję żydowską, która zawsze chciała być "plus catholique que le pape", by przypodobać się okupantowi. Ofiary, które znikły z oczu Niemca, wyłapywał policjant żydowski. [...] Do powszechnych zjawisk należało, że zbójcy ci za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy "Kohna i Hellera" lub na zwykłe wozy ciężarowe. Bezlitośnie, z wściekłością obchodzili się z ludźmi stawiającymi opór. Nie zadowalali się złamaniem oporu, surowo, bardzo surowo karali "winnych", którzy nie chcieli dobrowolnie pójść na śmierć. [...] Do akcji wysiedleńczej przyłączyły się dobrowolnie - poza policją - jeszcze inne organizacje i grupy. Czołowe miejsce zajmuje Pogotowie Ratunkowe Gancwajcha o amarantowych czapkach, ta szalbiercza instytucja, która nie udzieliła ani jednemu Żydowi pomocy lekarskiej. [...] Ta oto bandycka szajka aferzystów zgłosiła się ochotniczo do "zbożnej" roboty wysyłania Żydów na tamten świat. I ta właśnie szajka wyróżniła się brutalnością i nieludzkim postępowaniem. Czerwone czapki okryły się czerwonymi plamami krwi nieszczęśliwych mas żydowskich. Oprócz Pogotowia pomagali w akcji urzędnicy Gminy [Żydowskiej], jak również Pogotowie KOS.[...] Wszystko sprowadzało się u nich do kwestii "łebka". W dnie, kiedy wyznaczano im kontyngent, handlowano "łebkami"; zapisywali w książeczce: dostarczyłem tyle a tyle "łebków". Przychodził na Dziką 3 i prosił o chleb, bo dostarczył "łebki" ponad normę. Jakiś adwokat przechwalał się wobec mnie, że załadował na wozy 1000 Żydów. Teraz, w końcu października 1942 roku, policja żydowska rozmyśla, jak tu złapać jakiegoś Żyda, sprowadzić go na Umschlagplatz. [...] Spośród Niemców brali udział w akcji na ogół esesmani. Ich "sława" jest uzasadniona. [...] Dlaczego 50 esesmanów (inni powiadają, że nawet mniej) przy pomocy oddziału około 200 Ukraińców i tyluż Łotyszów mogło dokonać tego tak gładko? [9] Jednym z najbardziej wstrząsających żydowskich źródeł o udziale Żydów w zagładzie Żydów są wiersze Icchaka Kacenelsona. Z wrażliwością poety, autor w sposób najbardziej bodaj czytelny oddaje koszmar zbrodni dokonanej przez Żydów na Żydach. W poemacie "O bólu mój" będącego częścią zbioru "Pieśni o zamordowanym żydowskim narodzie" znajdujemy takie oto strofy:

Jam jest ten, który to widział, który przyglądał się z bliska,
Jak dzieci, żony i mężów, i starców mych siwogłowych
Niby kamienie i szczapy na wozy oprawca ciskał
I bił bez cienia litości, lżył nieludzkimi słowy.

Patrzyłem na to zza okna, widziałem morderców bandy -
O, Boże, widziałem bijących i bitych, co na śmierć idą...
I ręce załamywałem ze wstydu... wstydu i hańby -
Rękoma Żydów zadano śmierć Żydom - bezbronnym Żydom!

Zdrajcy, co w lśniących cholewach biegli po pustej ulicy
Jak ze swastyką na czapkach - z tarczą Dawida, szli wściekli
Z gębą, co słowa im obce kaleczy, butni i dzicy,
Co nas zrzucali ze schodów, którzy nas z domów wywlekli.

Co wyrywali drzwi z futryn, gwałtem wdzierali się, łotrzy,
Z pałką wzniesioną do ciosu - do domów przejętych trwogą.
Bili nas, gnali starców, pędzili naszych najmłodszych
Gdzieś na struchlałe ulice. I prosto w twarz pluli Bogu.

Odnajdywali nas w szafach i wyciągali spod łóżek,
I klęli: "Ruszać, do diabła, na umschlag, tam miejsce wasze!"
Wszystkich nas z mieszkań wywlekli, potem szperali w nich dłużej,
By wziąć ostatnie ubranie, kawałek chleba i kaszę.

A na ulicy - oszaleć! Popatrz i ścierpnij, bo oto
Martwa ulica, a jednym krzykiem się stała i grozą -
Od krańca po kraniec pusta, a pełna, jak nigdy dotąd -
Wozy! I od rozpaczy, od krzyku ciężko jest wozom...

W nich Żydzi! Włosy rwą z głowy i załamują ręce.
Niektórzy milczą - ich cisza jeszcze głośniejszym jest krzykiem.
Patrzą... Ich wzrok... Czy to jawa? Może zły sen i nic więcej?
Przy nich żydowska policja - zbiry okrutne i dzikie!

A z boku - Niemiec z uśmiechem lekkim spogląda na nich,
Niemiec przystanął z daleka i patrzy - on się nie wtrąca,
On moim Żydom zadaje śmierć żydowskimi rękami! [10]

Dla Icchaka Kacenelsona, bezpośredniego świadka dokonanej przez Żydów zbrodni na Żydach, którego poezja stanowi niepodważalne źródło historyczne, oprawcami, którzy bili bez cienia litości, lżyli nieludzkimi słowy byli jego bracia Żydzi. Żydzi byli także tymi, którzy zadali śmierć Żydom - bezbronnym Żydom! Znajdą się być może historycy, którzy uznają, iż poezja nie jest źródłem miarodajnym ni wystarczająco wiarygodnym dla oceny wydarzeń historycznych, że jest przede wszystkim emanacją uczuć i talentu poety, niekiedy także wytworem jego fantazji, a nie świadectwem przeszłości. Tyle tylko, że zbyt wiele innych żydowskich źródeł potwierdza prezentowaną przez Kacenelsona poetycką prawdę o udziale Żydów w zagładzie narodu żydowskiego. Zbyt wiele żydowskich źródeł historycznych jest zgodnych co do tego, że najbardziej okrutna, ale także najważniejsza część niemieckiego planu zagłady Żydów - schwytanie każdego dnia odpowiedniej liczby przeznaczonych do uśmiercenia Żydów, doprowadzenie ich do miejsca, skąd odchodziły pociągi, a następnie załadowanie do wagonów, zostało wykonane przez Żydów.

4. Dowiezienie Żydów do obozów zagłady. Pociągi wiozące warszawskich Żydów do Treblinki, tak jak wszystkie inne pociągi wiozące Żydów do obozów zagłady, prowadzone były z reguły przez polskich maszynistów, jako że do transportu przeznaczonych na śmierć Żydów - ponieważ zagłady dokonali Niemcy na podbitych i okupowanych polskich ziemiach - używano polskich pociągów, polskich torów i polskich bocznic kolejowych. Logistyka transportu europejskich Żydów do obozów zagłady przez cały okres jej trwania spoczywała w rękach niemieckiej administracji. Wagony konwojowali Niemcy wespół z Ukraińcami służącymi w formacjach wojskowych kolaborujących z Niemcami. Żydzi nie uczestniczyli w tym etapie zagłady własnego narodu.

5. Przygotowanie Żydów na śmierć i grabież mienia pomordowanych. O roli, jaką w ostatniej drodze Żydów odgrywali Żydzi, czytamy w całym szeregu wspomnień i opracowań historycznych. Podobnie jak w innych tego typu obozach, w obozie zagłady w Sobiborze Żydzi pełnili różnorakie funkcje. Polski Żyd, pochodzący z Izbicy Thomas Toivi Blatt, wspomina: Serce ścisnął mi paniczny strach. Sobibór! Byłem w fabryce śmierci. Dostawa surowca. W środku nocy wyrwał mnie ze snu świdrujący gwizdek. Mój towarzysz z pryczy wyjaśnił mi, że przybył nowy transport Żydów - Żydzi z Holandii. Transporty z Holandii przyjeżdżały czasami o trzeciej w nocy. [...] Przywiezieni Żydzi wysiadali z pociągu, podjechała wywrotka. Jak się później dowiedziałem, na wywrotki wrzucano duże i ciężkie bagaże oraz osoby chore, stare, niedołężne i niezdolne do samodzielnego poruszania się. Reszta szła za esesmanem do długiego baraku. Do tego baraku przyprowadzono naszą ośmioosobową grupę i tutaj kazano czekać na Żydów. Był to duży barak bez okien, z szeroko otwartą bramą wejściową i wyjściową. Dwóch więźniów ustawiono przy wejściu, czterech wewnątrz baraku, dwóch przy wyjściu. Mieliśmy mówić przechodzącym przez barak Żydom, aby tutaj zostawili niesiony bagaż i kobiece torebki. Nadchodziła pierwsza grupa skazanych. Najpierw szły kobiety. Były elegancko ubrane. Było bardzo wcześnie rano i sporo kobiet niosło na rękach śpiące dzieci. Nie miały najmniejszego pojęcia, że idą na śmierć. Starsi, doświadczeni więźniowie mechanicznie powtarzali po holendersku zdanie informujące przechodzących ludzi, aby tu zostawiali swoje rzeczy osobiste. Zacząłem ich naśladować powtarzając usłyszane słowa. [...] Przez budowlę przeszła kolumna około pięciuset ludzi. Na bocznicę wjeżdżały następne wagony. Należało opróżnić to miejsce. [...] Razem załadowaliśmy sterty ręcznego bagażu na koce i zanieśliśmy je do przylegających pomieszczeń. Na środku rozstawione były stoły, wokół których stały kobiety sortujące zagrabione łupy. Opróżnialiśmy koce jeden za drugim. Wkrótce duży barak przejściowy był pusty, a piaszczysta podłoga uprzątnięta i wyrównana grabiami. [...] Ponieważ z peronu nadchodziła kolejna grupa Żydów, otrzymaliśmy rozkaz powrotu do pierwszego baraku, gdzie odbierano bagaż podręczny. Cała procedura powtórzyła się. Później ponownie podeszliśmy do bramy prowadzącej na podwórze i czekaliśmy aż esesmani wpuszczą nas do środka. [...] SS-Oberscharfuhrer Karl Frenzel wybrał czterech więźniów, w tym mnie, i zaprowadził nas do baraku, który stał w odległości około 10 metrów od komór gazowych. Stały tam drewniane ławy i krzesła. Na środku baraku stał niewysoki, ciemnowłosy esesman Josef Wolf. Dostałem wielkie nożyce i czekałem. Do baraku zaczęły wchodzić nagie kobiety. Nie wiedziałem, jak się zachować. - Co mam robić? - pytam kolegę. - Po prostu tnij włosy pękami, nie musi być blisko skóry. Jeżeli któraś ma warkocze, to tylko warkocze. [...] Kobiety opuściły barak, zapakowaliśmy włosy do worków po ziemniakach, które później wyniesiono do magazynu.[...] Usłyszałem warkot silnika spalinowego, a zaraz potem jeden przeraźliwy, mimo iż przytłumiony krzyk masy ludzi. Na początku siła głosu przebijała się przez ryk silników, jednak po kilku minutach stopniowo osłabła. Zamarłem. [...] Po około trzech godzinach pracy i śmierci ponad dwóch tysięcy ludzi, esesmani kazali nam wracać do baraków. [...] Rano następna grupa więźniów zakończyła sortowanie i pakowanie zagrabionych łupów . [11]

6. Uśmiercenie Żydów. Żydzi w obozach zagłady nie obsługiwali komór gazowych.

7. Unicestwienie ciał zamordowanych. Jak opisuje więzień Sobiboru oraz jak podają wszystkie wspomnienia podobnych mu osób, Żydzi z całą pewnością uczestniczyli w procesie opróżniania komór gazowych z zamordowanych współbraci i unicestwianiu ich ciał: Kiedy zbliżaliśmy się do naszych baraków, usłyszeliśmy rytmiczny, głuchy stukot. Jakby ktoś wrzucał wielkie kamienie do metalowego pudła. Odgłosy dobiegały z okolicy komór gazowych. Później dowiedziałem się, co to było. Więźniowie pracujący w krematorium wrzucali zwłoki na wąskotorowe wywrotki, które wiozły martwe ciała do spalenia. [12] Żydzi nie brali udziału w transportowaniu skazanych na śmierć do obozów zagłady oraz zadawaniu im bezpośredniej śmierci w komorach gazowych, czynnie natomiast uczestniczyli w pozostałych pięciu spośród siedmiu etapów zagłady Żydów. Należy przy tym podkreślić niejednoznaczność uczestnictwa w poszczególnych etapach. Uczestniczenie Żydów w dwu ostatnich, czyli "przygotowywaniu" idących na śmierć ludzi i unicestwianie ich ciał, było działaniem podejmowanym na terenie obozów zagłady pod przymusem. Fakt zniewolenia i realna groźba śmierci zdejmuje z nich [bezposrednie] katowskie piętno. Tym bardziej należy jednak z całą jasnością wyodrębnić trzy pierwsze działania (gromadzenie ludności żydowskiej w gettach zlokalizowanych na terenie większych miast Polski; szerzenie niemieckich kłamstw co do charakteru "wysiedlenia"; wylapywanie ludzi i ładowanie ich do środków transportu), - które Żydzi podjęli i wykonali dobrowolnie, co uczyniło z nich katów własnego narodu. Tragizm położenia żydowskich władz w gettach w Polsce polegał na tym, że Niemcy i bez nich wysiedlaliby i wysiedlili Żydów - uważał żydowski prof. Lucjan Dobroszycki. [13] Pierwsza część tezy prof. Lucjana Dobroszyckiego nie podlega raczej dyskusji. Z pomocą Żydów, czy bez, Niemcy zapewne przystąpiliby do realizacji "Ostatecznego Rozwiązania", czyli rozpoczęli mordowanie Żydów. Nie jest już jednak tak bardzo pewne, czy bez pomocy Żydów zdołaliby Niemcy zrealizować plan zamordowania narodu żydowskiego. Aby zrozumieć ten aspekt zagłady polskich (i europejskich) Żydów, należy znaleźć odpowiedź na co najmniej kilka pytań:

Pytania można mnożyć bez końca. Łącznie z postawionym wcześniej pytaniem : jaką militarną siłę stanowiło dla Hitlera 150.000 żydowskich żołnierzy wykonujących jego rozkazy w niemieckich mundurach? Specjaliści od wojskowości, finansów i murarstwa odpowiedzą na każde z tych pytań precyzyjnie i fachowo. Nie trzeba być jednak specjalistą, aby stwierdzić, że bez pomocy polskich Żydów Niemcom byłoby nadzwyczaj trudno zrealizować plan zagłady polskich Żydów. W getcie łódzkim, jak dowodzą wiarygodne źródła żydowskie, w zagładzie Żydów uczestniczyło zaledwie kilku Niemców, którzy przyjeżdżali na pół godziny przed odjazdem pociągu. Ich rola w praktyce sprowadzała się do nadzorowania odjazdu załadowanego Żydami przez żydowską policję pociągu, który odwoził łódzkich Żydów do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. Przygotowaniem list przeznaczonych na śmierć osób, łapaniem skazanych, odbieraniem im bagażu i doprowadzaniem do wagonów zajmowali się wyłącznie Żydzi. Podobnie było w getcie warszawskim, gdzie według Emanuela Ringelbluma: 50 esesmanów (inni powiadają, że nawet mniej) przy pomocy oddziału około 200 Ukraińców i tyluż Łotyszów wystarczyło do nadzorowania przeprowadzonych przez warszawskich Żydów łapanek i poprowadzenia na śmierć pół miliona ludzi...

Problem współpracy Żydów europejskich z władzami hitlerowskich Niemiec przy zamordowaniu żydowskiego narodu stanowi klucz do zrozumienia zagłady w ogóle, a do zrozumienia zagłady polskich Żydów w szczególności.

Mówiąc inaczej, aby zrozumieć, co tak naprawdę w czasie drugiej wojny światowej stało się z częścią żydowskiego narodu zamieszkującą Europę, należy spróbować odpowiedzieć na pytanie, czy Niemcy zdołaliby wymordować sześć milionów europejskich Żydów, gdyby nie fakt, że właśnie wśród Żydów znaleźli gorliwych współpracowników i wykonawców swych zbrodniczych planów? Wracając do wywiadu prof. Krzysztofa Jasiewicza, mam dla oburzonych wywiadem dziennikarzy, pracowników PAN i różnej maści "autorytetów" trzy propozycje:

Na pewno powinni zostawić wreszcie w spokoju prof. Krzysztofa Jasiewicza i wszystkich polskich historyków, bo jak dowodzą dzieje ludzkości, walka z historykami na dłuższą metę jest zawsze sprawą przegraną. Dlatego, że prawda przekazana przez źródła historyczne zawsze zmiata kłamstwa. Tak zawsze było z historycznymi kłamstwami i tak będzie tym razem. Dramatyczna prawda przekazana potomnym przez zamordowanych Żydów - Emanuela Ringelbluma, Icchaka Kacenelsona, autorów "Kroniki getta łódzkiego" i innych - jeśli nie dziś, kiedyś na pewno przebije się do świadomości świata.


[1] E. Ringelblum, op. cit., s. 81-82, 108, 142, 150 i inne.
[2] Kronika getta łódzkiego, Red. Danuty Dąbrowskiej i Lucjana Dobroszyckiego, Łódź 1965, s. 291 i 297.
[3] Ibidem, s. 398-399.
[4] E. Ringelblum, op. cit. str. 409, przypis 2.
[5] Ibidem, s. 409 i 418.
[6] W. Szpilman, Pianista, Kraków 2003, s. 86.
[7] Kronika getta łódzkiego, op. cit., s. 515-516.
[8] W. Szpilman, op. cit. s. 92-101.
[9] E. Ringelblum, op. cit., s. 404, 407, 410 i 426-428.
[10] I. Kacenelson, Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie, Warszawa 1982, s. 23. Icchak Kacenelson (1886-1944) - wybitny poeta, dramaturg, tłumacz żydowski i hebrajski. W getcie warszawskim prowadził tajną działalność oświatowo-kulturalną. Wywieziony w kwietniu 1943 roku do obozu koncentracyjnego; zamordowany w Oświęcimiu w 1944 roku.
[11] T. Blatt, Z popiołów Sobiboru, Chełm 2002, s. 89-95.
[12] Ibidem, s. 95.
[13] L. Dobroszycki, Kronika getta łódzkiego, Łódź 1965, s. XIX-XXI.
[14] E. Ringelblum, op. cit., s. 116 i 128, pisze: "Dziś 30 marca [1940] potwierdziła się wiadomość, że Gmina Żydowska otrzymała nakaz wybudowania murów w tych miejscach, gdzie dotychczas były druty kolczaste [...]. Zamknięto szereg ulic. [...] Wybudowanie grubych murów na rogach Próżnej, Złotej itd. kosztuje Gminę Żydowską ćwierć miliona złotych."



[1a] J. Szczęsna, "Gazeta Wyborcza" z dn. 28/29 czerwca 2002.
[2a] M.C. Steinlauf, Pamięć nieprzyswojona, Warszawa 2001, s. 42.
[3a] E. Ringelblum, Kronika getta warszawskiego, Warszawa 1983, s. 538-539. Szachno Efroim Sagan (1892-1942), czołowy działacz żydowskiej partii Poalej Syjon-Lewica, publicysta, w getcie warszawskim organizator oporu cywilnego i konspiracji, jak pisze Emanuel Ringelblum: 5 sierpnia 1942 Szachno Sagan był w odwiedzinach u przyjaciół. [...] Kiedy dotarł do domu, jego rodzina już stała w szeregu kierowanym na Umschlagplatz. [...] Chciał podzielić los swojej rodziny, los swojej żony i dwojga dzieci. [...] Stanął w szeregu idącym na śmierć.
[4a] B.M. Rigg, Żydowscy żołnierze Hitlera, Warszawa 2005, s. 71.
[5a] H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie, Warszawa 1987, s. 81.

 

Ewa Kurek - doktor historii, absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, jest reżyserem pięciu filmów dokumentalnych oraz autorką wielu artykułów i siedmiu książek poświęconych drugiej wojnie światowej; książki Ewy Kurek zostały przetłumaczone na język angielski i wydane w USA. Wyniki swych badań nad problemem stosunków polsko-żydowskich Ewa Kurek prezentowała na międzynarodowych kongresach naukowych oraz podczas wykładów, między innymi w Yad Vashem, Jerozolima (1988), Princeton University, USA (1993), Columbia University, USA (2007). Wstęp do książki Ewy Kurek pt. Dzieci żydowskie w klasztorach napisał Prof. Jan Karski, odznaczony pośmiertnie najwyższym odznaczeniem Stanów Zjednoczonych za zasługi w ratowaniu polskich Żydów. W 2008 opublikowała "Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945".

http://astromaria.wordpress.com/2013/08/27/glos-dr-ewy-kurek-w-sprawie-prof-krzysztofa-jasiewicza/  

Komentarze

Dodaj komentarz:   [podstrona: art_jedwabne]

Nick / Imię:

Treść komentarza: (max 1000 znaków)



Przepisz powyższe cyfry:

 

Użytkowniku, pamietaj, że w internecie nie jesteś anonimowy.
Ponosisz pełną odpowiedzialność za treści zamieszczane w swoich komentarzach.
Jeśli zauważyłeś, że któraś z opinii łamie prawo lub dobre obyczaje
[powiadom mnie o tym]
Usuwam przypadki nadużyć, umieszczania reklam, linków do stron www, wulgaryzmów lub treści naruszających prawo.

 

ilość komentarzy: 0



^ ^ Do góry - hop! ^ ^